Żyjemy w świecie absurdów. W świecie, w którym nadaje się prawa człowieka małpom, a odbiera się je nienarodzonym. W świecie, w którym domaganie się kary śmierci dla morderców nazywa się barbarzyństwem, a zgotowanie takiego samego losu niewinnym w postaci aborcji nazywane jest postępem.
Najlepszym przykładem absurdalności świata, w którym żyjemy są ostatnie przypadki Alicji Tysiąc. Nie dość, że w przeszłości chciała dokonać aborcji, co powinno być powodem do wstydu i przynajmniej moralnego potępienia, nie zaś wypłaty wysokiego odszkodowania, to obecnie pozywa do sądu ks. Marka Gancarczyka za zgodne z prawdą nazwanie jej “niedoszłą morderczynią”. Jeszcze bardziej absurdalne są jednak tłumaczenia jej pełnomocnika. Przejdźmy do analizy.
Pani Tysiąc jest ofiarą kampanii pomówień, która trwała od wielu miesięcy.
Aby dany artykuł nazwać pomówieniem musi zawierać fałszywe informacje. Za taką zaś ciężko uznać nazwanie osoby, która chciała zabić swoje nienarodzone dziecko “niedoszła morderczynią”. Tak samo jak prawdziwe jest stwierdzenie nazywające osobę, której plan kradzieży został udaremniony przez policję “niedoszłym złodziejem”. No chyba, że aborcji nie można nazwać morderstwem, ale akurat wątpliwości rozwiewa sam pełnomocnik Alicji Tysiąc.W pozwie wymieniliśmy dziesięć tekstów opisujących ją jako zabójczynię, stawiających ją w jednym rzędzie ze zbrodniarzami nazistowskimi. Pani Tysiąc nigdy nie dopuściła się przestępstwa, lecz próbowała wyegzekwować przysługujące jej prawo.
Linia argumentacji wręcz absurdalna. Najpierw pełnomocnik Alicji Tysiąc sprzeciwia się porównywaniu jej do nazistów, aby potem jako argument podać to, że działała zgodnie z prawem. No cóż, zbrodnie nazistowskie też były zgodne z prawem. Naziści wygrali w przeprowadzonych zgodnie z prawem wyborach, Adolf Hitler został wybrany kanclerzem przez legalnie wybrany parlament, a żołnierze wykonywali jedynie rozkazy. Kwestia legalności nie jest więc rzeczą, która odróżnia działania nazistów od Alicji Tysiąc.
Ważniejsze jest jednak co innego. Cała krytyka, która spada na panią Tysiąc oparta nie jest o normy prawa stanowionego, ale o podstawowe zasady prawa naturalnego. Wydawane oceny są ocenami moralnymi, a nie ocenami prawnymi.Artykuły "Gościa" to nie tylko pomówienie o przestępstwo, ale naruszenie elementarnego poczucia wrażliwości.
Czy wrażliwym jest ten, kto walczy ze złem ? Czy wrażliwy jest ten, kto bez wstydu chce zamordować własne dziecko ? Odpowiedzmy sobie sami na to pytanie.
Takie przedstawianie sprawy jest bulwersujące szczególnie w Polsce, gdzie wiele osób straciło bliskich w obozach koncentracyjnych.
No właśnie. Nie dość że mordowali nas naziści i komuniści, to chcą jeszcze nas mordować aborcjoniści. Czy nie dość już polskiej krwi ?
To sprawa o to, czy można posługiwać się mową nienawiści.
A może raczej o to, czy zło można nazwać złem, nawet wtedy kiedy może to być dla kogoś niewygodne ? Żyjemy jednak w czasach pomieszania pojęć, w który walka ze złem nie jest nazywana aktem miłości, ale nienawiścią.
Jeśli ktoś uważa aborcję za zabójstwo, może to napisać, ale nie wolno pisać, że Iksińska, która dokonała aborcji, jest zabójczynią.
Z jednej strony pełnomocnik Alicji Tysiąc rozwiewa wątpliwości co do tego, czy aborcję można nazwać zabójstwem. Z drugiej jednak strony nie wyraża zgody na to, aby osobę która zabiła nazywać zabójczynią. Pytam się w taki razie jak należy nazywać osobę, która zabiła ?
Pani Alicja Tysiąc dba o dobro swoich dzieci, które przecież mogą te komentarze czytać. Dla nich taka lektura byłaby bardzo przykra, podobnie zresztą jak dla samej pani Tysiąc.
Szkoda tylko, że dba od niedawna. Wcześniej zaś chciała zabić swoje dziecko; to raczej nie będzie dla niego przyjemna informacja. Samą zaś przykrością Alicji Tysiąc zbytnio się nie przejmuję. Jakoś ciężko współczuć mi osobie, która z tytułu udaremnienia jej haniebnego czynu otrzymała wysokie odszkodowanie z publicznych pieniędzy.
To na razie całość informacji z aborcyjnego świata absurdów. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiał pisać niczego podobnego.
Adam Łącki - student Politechniki Wrocławskiej i Uniwersytetu Wrocławskiego, publicysta.

